Sobota, 3 grudnia 2016. Imieniny Hilarego, Franciszki, Ksawery

Broniarz: edukacja w Polsce chyli się ku upadkowi

2013-09-11 11:40:35 (ost. akt: 2013-09-11 12:00:07)

Sierpeccy nauczyciele nie byli zainteresowani dyskusją z szefem ZNP - Sławomirem Broniarzem, który odpowiedział na zaproszenie sierpeckiego SLD. Spotkanie z nauczycielami odbyło się 9 września, w siedzibie lewicy.

Spotkanie z prezesem ZNP - Sławomirem Broniarzem

Spotkanie z prezesem ZNP - Sławomirem Broniarzem

Autor zdjęcia: JG

Mimo rozesłania do szkół informacji i wywieszeniu ogłoszeń na terenie miasta, z oferty Sojuszu, skorzystało niewielu pracowników sierpeckiej oświaty. Obecna na spotkaniu prezes oddziału powiatowego ZNP w Sierpcu Teresa Domagalska, nie przyprowadziła ze sobą kolegów po fachu, a jednak nie omieszkała zaprosić Prezesa ZNP do Domu Nauczyciela.

Broniarz zwrócił uwagę na fakt, że to nie ilość osób decyduje, o jakości spotkania, ale chęć dyskusji.

Skrytykował działania Ministerstwa Edukacji Narodowej, które jego zdaniem zmierza złym kierunku i doprowadzi do obniżenia jakości edukacji w Polsce i gorszej pracy nauczycieli. Zdaniem prezesa, edukacja wczesnoszkolna jest pomysłem dobrym.

- Kradniemy dziecku dzieciństwo? Czteroletni Irlandczyk chodzi do szkoły, sześcioletnie dziecko w Polsce nie może chodzić? Czym się różnimy od Irlandczyka czy Brytyjczyka? Matka, która pośle dziecko do przedszkola, bo nie mówimy tylko o sześciolatkach, mówimy także o przedszkolu, ma szansę iść do pracy, jeżeli ma tą pracę. Nagle okazało się, że sześciolatka lepiej utrzymać w przedszkolu, bo tam ma najlepsze warunki, najlepsze wyposażenie. Koronny argument szkół był taki, że nie ma umywalek i sedesów, a kto w domu ma sedes zrobiony dla dwulatka, kto montował go na wysokości 30 cm? A przecież sześciolatki szły do szkoły także 20 lat temu, 30 lat temu, 50 lat temu i nikt o tym nie myślał. Powtarzam, gdyby sześciolatek poszedł do szkoły, to gmina miałaby obowiązek założyć przedszkole dla trzylatka. Polska jest na samym końcu Europy, jeżeli chodzi o edukację przedszkolną. Dzieci w przedszkolach, to jest rynek pracy, miejsce pracy dla kilkudziesięciu tysięcy nauczycieli. Odłóżmy ideologię na bok i zajmijmy się robotą. Tylko, że ta część nauczycieli, która ma pracę wychodzi z założenia, że nauczycielka ma w dowodzie wpisane, że jest nauczycielem i nagle się okazuje, że tej pracy zaczyna brakować. Ona jest najmądrzejsza w świecie, bo nie ma mądrzejszej grupy zawodowej niż my i nagle dyrektor przychodzi i mówi „pani kochana, ale dla ciebie nie ma godzin”, a jest na przykład w przedszkolu miejsce pracy, ona mówi „nie, ja nie pójdę do przedszkola, bo ja jestem magister fizyki, chemii, matematyki i ja nie pójdę do przedszkola wy macie obowiązek mi dać tą fizykę i chemię”. Skończyły się te czasy.

- Moment, w którym się spotykamy jest specyficzny nie, dlatego że zbliżają się wybory parlamentarne, ale dlatego, że sytuacja związana z naszym środowiskiem jest dosyć ciekawa. Teraz mówi się o przedszkolu dla trzylatków, a nawet dwulatków, co budzi wzburzenie niektórych moich koleżanek, które mówią, że nie po to kończyły pięć lat edukacji przedszkolnej, aby tyłek dziecku podcierać. Zwracam uwagę, że edukacja przedszkolna finansowana z budżetu państwa dawałaby szansę, nam nauczycielom, także matkom żeby poszły do pracy i dawałyby podstawę żeby mówić o edukacji sześciolatków jak o czymś naturalnym.

Zdaniem szefa ZNP, obowiązkiem nauczyciela jest przekonać dyrektora, samorząd, rodziców, że jest dobrym nauczycielem, by nie stracić pracy.

- Niezrozumiała jest dla mnie postawa nauczycieli. Rozumiem, że można być na „nie”, jak twierdzi polska psycholog, że dziecko w Polsce jest niedojrzałe emocjonalnie, nie wiem, dlaczego taką tezę wygłosiła, ale jako środowisko rozumne powinniśmy zrobić wszystko, żeby nie tyle bronić miejsca pracy, co je tworzyć, poprzez grypy przedszkolne i przez sześciolatków. A dzisiaj mamy taką sytuację. Postawa nauczycieli: ja skończyłam dwa fakultety, nie pozwolę sobie na prace za 1600 zł, chce czegoś więcej, ale dziewczyna, która ma lat 21, skończyła szkołę i nie ma, co do garnka włożyć, bo nie ma żadnej pracy, to gdzie pójdzie do pracy, pójdzie do dyrektora, który zaproponuje jej 1600 zł, bo jest lepiej mieć 1600 zł niż nie mieć.

Broniarz zaznaczył, że już dzisiaj gminy zatrudniają nauczycieli na 10 miesięcy. Taka sytuacja jego zdaniem jest zła, ale może być jeszcze gorsza.

- To, co teraz robi MEN i ja to głoszę publicznie, wynika z braku świadomości i niewiedzy i jest szkodliwe i zabójcze dla polskiego systemu edukacji. Nauczyciele sobie z tego sprawy nie zdają i nie zdaje sobie sprawy społeczeństwo, dlatego że w interesie kierownika takiego zakładu pracy prowadzonego przez związek gminny, będzie utrzymanie tej placówki na jak najtańszych kosztach, najtańszym kosztem utrzymanie nauczyciela, a nauczyciel tani nie oznacza wcale nauczyciel najlepszy, a to za pięć, sześć lat może skutkować spadkiem nauczania w polskich szkołach i będziemy mieli taki model amerykański, gdzie szkoły są dla bogatych i zasobnych i są szkoły takich zsypów, do których przychodzą wszyscy, wszyscy, którzy sobie nie radzą w placówkach, których nie stać na szkoły prywatne, których nie chce nikt przyjąć i gmina będzie za takie szkoły płaciła. Szkoły te dla zasobniejszych, wcale nie dla najmądrzejszych będą prowadzone przez osoby fizyczne, osoby prywatne, spółki akcyjne, bo komunalnych ministerstwo zabroniło. I taki jest ogólny trend tego, co robi MEN. Moja teza o tym, co robi pani minister jest bardzo łagodna, bo jeśli ona robiłaby to z premedytacją, to należałoby się zastanowić, czy ona w ogóle powinna być ministrem. Bo jeśli chce się urynkowić oświatę i doprowadzić do tego, że dwie sąsiadujące ze sobą gminy założą szkołę i nie stosować karty nauczyciela, to znaczy, że idziemy w absolutnie złym kierunku jakości pracy.

Zdaniem prezesa, w Polsce nie ma polityki edukacyjnej, a działania Ministerstwa są dalece nieudolne.

- I to jest taki trend neoliberalny, które MEN, świadomie czy nieświadomie, czy ma o tym pojęcie, czy nie, ale to realizuje. Jeżeli nauczyciele nie będą w stanie dotrzeć do rodziców i przekonać rodziców, że to jest zgubne dla nich, bo ilu z nas będzie stać utrzymać dziecko w szkole, za którą być może przyjdzie zapłacić. Gdyby mi dzisiaj, jako rodzicowi trójki dzieci przyszło płacić za edukację swoich dzieci, to przypuszczam, że miałbym poważne problemy. W takim kierunku zmierza MEN. Mam wrażenie, że my w ogóle nie mamy polityki edukacyjnej, bo gdybyśmy mieli taka politykę spójną, świadomą, do czego społeczeństwo ma dążyć, to pewnie takich głupot by nie było, a ponieważ na edukacji w naszym kraju znają się wszyscy i brak wiedzy na temat edukacji wcale nie przeszkadza w wypowiadaniu się, to mamy to, co mamy. Parę dni temu przez media pojawiła się informacja, że zniknął Pan Tadeusz z gimnazjum, przecież Pan Tadeusz z gimnazjum zniknął w 2009 roku. Dziennikarze teraz to odkryli. Mówię o tym, że to jest brak wiedzy, który nie przeszkadza w wypowiadaniu się. Im człowiek mniej wie, tym chętniej się wypowiada. Na przykład, że karta nauczyciela chroni nauczyciela, co jest nieprawdą. Złego nauczyciela chroni niekompetentny dyrektor. Zaryzykuje stwierdzenie, że najsłabszym elementem polskiej edukacji jest osoba dyrektora szkoły. Raz, że on jest w systemie słabo ulokowany, dwa sposób wyłaniania, zależność dyrektora od samorządów powoduje, że on nie jest autonomicznym, niezależnym pracodawcą. Dyrektor szkoły jest kierownikiem zakładu pracy. Często nauczyciele pozywają dyrektora szkoły do sądu, a trzeba pozwać szkołę, bo szkoła jest pracodawcą, nie wójt, nie starosta, który w tej sprawie nie ma nic do gadania.- mówił.

Sławomir Broniarz podkreślił, że kraj za czasów Gierka wydobywał 200 mln ton węgla, że byliśmy krajem, który miał trzy potężne stocznie, gdzie byliśmy podobno dziesiąta potęgą gospodarczą, ale tego już nie ma i nie mam żądnej stoczni i jakoś dajemy sobie radę, ale bez szkoły sobie nie damy rady.

- Jest dla mnie rzeczą absolutnie niezrozumiałą, że przez cztery lata pomstujemy na władze samorządowe, żeby iść i zagłosować na tego wójta, którego przez cztery lata topiliśmy w łyżce wody, żeby w poniedziałek po ogłoszeniu wyników ponownie mówić, że to jest facet, który się do tego nie nadaje. Pozwoliliśmy sobie wmówić, że gmina utrzymuje oświatę, że bez gminy ta oświata by nie istniała. Nie. Gmina w ramach, PIT- ów i CIT -ów ma obowiązek świadczyć na rzecz lokalnej społeczności i ten burmistrz, ani starosta, ani prezydent z własnego budżetu nie wykłada na szkoły ani złotówki, więc mówienie, że gmina finansuje szkołę jest uproszczeniem i pewną nieprawidłowością, bo gmina to jesteśmy my, a wójt, burmistrz jest tylko i wyłącznie naszym reprezentantem i ma obowiązek realizować to, do czego został zobligowany przez nas, a nie kształtować politykę według własnego widzi mi się. I tu niech wejdzie związek, który uzna, że dobre kontakty z wójtem, burmistrzem, są na rękę związkowi, to jest to początek końca. Jeśli pójdziemy na układy z samorządami, to powoli podcinamy gałąź, na której siedzimy.- skwitował prezes ZNP.








Komentarze (0)

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB